Poniedziałek
W poniedziałek mieliśmy wylot po 19.00 z Katowic, więc wyszliśmy wcześniej z pracy, żeby nie dać się złapać przez korki na A4. Po drodze zaliczyliśmy jeszcze kolejkę górską o nazwie A1. Kto jechał ten wie o czym mówię 🙂.
Lotnisko w Pyrzowicach rozbudowało się odkąd byłem tu ostatnio, ale niewiele się zmieniło. Wciąż jest chyba najbrzydszym lotniskiem na jakim kiedykolwiek byłem, a latałem w Azji. Byliśmy trochę zbyt wcześnie, ale to niewiele zmieniło. Jakąś godzinę przed otwarciem stoiska do zdania bagażu stała tam już ogromna kolejka. Siedliśmy zatem na ławeczce obok, czekając aż wszyscy oddadzą swój bagaż. Miało to taką dodatkową zaletę, że nasze walizki były jednymi z pierwszych na taśmie w Turcji. Czekając na otwarcie bramki, Paula znalazła w WC czyjś telefon i go odebrała sądząc, że właściciel próbuje w ten sposób zlokalizować swoją własność. Okazało się, że to siostra właścicielki dzwoniła, żeby sobie pogadać. Paula nie była interlokutorem, na którego tamta liczyła. Na szczęście właścicielka szybko się znalazła i mogliśmy oddać jej zgubę. Klasycznie w Katowicach za bramką spędzono nas do “kojca”, z którego na raty wypuszczano nas do autobusu.
Po wylądowaniu w środku nocy w Antalyi na lotnisku przywitały nas oczywiście koty. Do hotelu dotarliśmy około 4 w nocy, bo kierowca musiał klasycznie zatrzymać się przy jakimś straganie do naciągania turystów. Twierdził, że przy takiej trasie (1,5h) musi mieć 15 minut przerwy. Tylko czemu po pierwszych 20 minutach jazdy?
Wtorek
Oczywiście nie wyspaliśmy się i wstaliśmy ok. 9.00 na śniadanie. Jedzenie w hotelu Avena Resort było ogólnie niezłe. Niepyszne jak w Sentido Bellazure 2 lata temu, ale zawsze było coś dobrego do zjedzenia.
Ogólnie hotel to takie 6/10. Czysty, schludny, nierozlatujący się, ale nie pozbawiony wad. Internet płatny 25 EUR za tydzień, sejf - 2 EUR na dzień. Dość mały basen wciśnięty między inne bloki w okolicy, plaża kilkaset metrów od hotelu, a pokój, jaki nam się trafił to pokój czteroosobowy, ale przestrzeń “dzieci” jest jakby w przedsionku. Zwróciliśmy uwagę jeszcze na ciekawy pomysł z umieszczeniem w lobby półki na książki, które można sobie wypożyczyć, lub zostawić swoją przeczytaną w trakcie wakacji.
Przejdźmy jednak do relacji. Wtorek to miał być dzień chilloutu, ale postanowiliśmy zrobić chociaż krótki rekonesans po okolicy. Zawitaliśmy też na hotelową plażę, niestety dość brudną, a przy zejściu do morza kamienistą. Nie były to jednak otoczaki, ale wielkie, śliskie głazy, które przy połączeniu z ruchem fal powodowały, że wywracałem się regularnie próbując wrócić na leżak. To była nasza ostatnia wizyta na tej plaży. Trzeba przyznać, że majorkańska Can Pastilla nas rozpieściła.
Tego dnia zarezerwowaliśmy sobie też 3 wycieczki fakultatywne. Ileż można siedzieć na basenie w trakcie urlopu? Na pewno kilka godzin, bo tyle spędziliśmy tam tego dnia. Kiedy słońce zaczęło się chylić ku zachodowi spróbowaliśmy szczęścia z rezerwacją Hammamu. Udało nam się załapać na “pakiet Kleopatra” jeszcze tego samego dnia. Czym jest taki pakiet? Po kolei podróż wygląda następująco: sauna sucha, sauna mokra, łaźnia turecka z szorowaniem pianą, 45 minut tajskiego masażu, maseczka na twarz i relaks z szampanem w strefie cichej. Zapłaciliśmy za to 600 PLN za 2 osoby. Warto było, polecam. Oprócz tego wyrwaliśmy w promocji kupon na 2x2 masaże tajskie na 60 minut za podobną cenę.
Pomimo niewyspania, zrelaksowani masażem na wieczór poszliśmy znów na spacer po okolicy. Paula uzbrojona w karmę dla kotów uszczęśliwiła kolejne stadko. Koty są tutaj wszędzie.
Środa
Na środę przypadała pierwsza z wycieczek fakultatywnych. “Zwiedzanie” Alanyi z przewodnikiem. Napisałem w cudzysłowie, bo w sumie niewiele nam pokazano. Zaczęliśmy od odwiedzenia słynnej plaży Kleopatry, a właściwie zerknięcia na nią w trakcie, jak kupowano nam bilety do pobliskiej jaskini. Następnie przeszliśmy właśnie do rzeczonej jaskini, która rzekomo ściąga tam turystów. Myślę, że nawet bez odwiedzania jaskiń na Majorce można się poczuć zawiedzionym. Spędziliśmy tam w sumie może 5 minut i wyszliśmy. Jaskinia jest malutka, a porównując do Coves d’Arta po których spacerowaliśmy z przewodnikiem przez 45 minut za niewiele więcej pieniędzy wypada blado.
Zaraz przy jaskini jest też stacja kolejki wagonikowej, która wciąga turystów (w tym nas) na wzgórze Kale na którym niegdyś znajdował się Zamek Alanya (Alanya Kalesi). Nie mieliśmy tam dużo czasu, bo zaledwie półtorej godziny. Z najciekawszych rzeczy na wzgórzu udało nam się odwiedzić podziemną cysternę i malutki targ. Poza tym największą wartością były zdecydowanie widoki na zatokę i miasto.
Kolejnym punktem wycieczki (jak to w Turcji) musiała być wizyta u jubilera. Ten również handlował zegarkami i biorąc pod uwagę ceny i fakt, że miał nawet tanie Tissoty, zakładam, że te nie były podróbkami. Nie było tam zupełnie nic ciekawego i po 5 minutach wyszliśmy na zewnątrz.
Po “zakupach” pojechaliśmy w stronę gór Taurus, żeby pozować przy ogromnym znaku I Love Alanya. Kilka fotek i pojechaliśmy na obiad do “restauracji” jakieś 30 minut od Alanyi. Był to bufet, który można było zjeść siedząc “po turecku” na platformach pod którymi płynął górski strumień. Jedzenie było w cenie, ale za 2 kawy po turecku, 2 herbaty i 2 ciastka zapłaciliśmy 25 EUR. Pewien dżentelmen próbował nas również naciągnąć na zdjęcia z papugą, jakie nam wcześniej zrobił. Koszt? 10 EUR za zdjęcie + 5 EUR za wysyłkę na mejla. Daje to w sumie 60 EUR za 4 zdjęcia. Nie dziękuję.
Na koniec ruszyliśmy na szoping na starym mieście i spacer w stronę Czerwonej Wieży. Czerwona Wieża (Kızıl Kule) to symbol Alanyi. Została zbudowana w 1226 roku na polecenie sułtana Alaeddina Keykubada I. Ma 33 metry wysokości, ośmiokątną podstawę i została wzniesiona w celu ochrony portu oraz stoczni. Nazwa pochodzi od czerwonej cegły, której użyto do jej budowy. Po drodze uderzyła nas ilość statków turystycznych o koszmarnym, tandetnym wyglądzie. W pobliskich delikatesach Paula kupiła jakieś dziwne herbatki “lecznicze” i wróciliśmy w końcu do hotelu.
W hotelu pojawili się nowi goście. Byli oni o tyle ciekawi, że to rowerzyści-szosowcy. Nasz hotel okazał się być przyjaznym dla rowerzystów. Byli to Rosjanie śmigający na Canyonach Aeroadach, S-worksach i pięknym Cannondale SystemSix Rapha edition (zakochałem się!). Nie wiem czemu tu przyjeżdżają. Nie jest ani wyjątkowo pięknie (Alpy!), ani asfalty nie są równe, a po drodze można łatwo zginąć, bo ruch samochodowy to istna rzeźnia.
Dla relaksu poszliśmy na saunę, ale zdążyliśmy tam spędzić dosłownie 5 minut, bo zaczęli nam obniżać temperaturę na koniec dnia. W sumie to i tak lepiej w porównaniu z doświadczeniami jednego z turystów z innego hotelu. Tam sauna zaczęła się palić, a ponieważ drzwi były uszkodzone, to miał trudność z wydostaniem się. Qualty, Panie.
Ten dzień był dniem z animacjami - Turkish Night. Niestety były one wyjątkowo nieciekawe, więc poszliśmy w zamian za to na spacer. Ten zakończyłem tradycyjnymi lodami tureckimi, a właściwie show jaki wydarza się przy podawaniu lodów. To był błąd. Noc spędziłem zwijając się z bólu żołądka.
Czwartek
Czwartek to dzień regeneracji układu trawiennego połączony z turystyką apteczną. Przy okazji kupiłem sobie maść z silnym sterydem, która w Polsce jest tylko na receptę. Tego dnia naszła mnie taka myśl: jeśli masz na urlopie kłopot z myśleniem o pracy to postaraj się o zatrucie - zapomnisz o wszystkich innych troskach. Ma to taką wadę, że w nocy co 3 godziny wstajesz, żeby pozbyć się duchów jedzenia w kibelku.
Piątek
W piątek mieliśmy zaplanowaną drugą wycieczkę fakultatywną - safari do kanionu Sapadere. Kanion Sapadere został udostępniony turystom w 2008 roku. Trasa turystyczna ma ok. 700 metrów długości i prowadzi po drewnianych kładkach. Kanion słynie z bardzo zimnej wody w górskim potoku, która nawet latem ma temperaturę około 12°C.
Kiedy wjechaliśmy w góry Taurus zostaliśmy zaproszeni do stanięcia na swoich fotelach i oparcia się o klatkę naszego kabrio-vana. Nasz przewodnik-kaskader siadł na tej klatce i trzymając się samymi nogami robił nam zdjęcia i kręcił filmy. Po drodze do samego kanionu mieliśmy oczywiście dwa postoje na straganach z “wszystko po 4 Euro”. Paula zaprzyjaźniła się tam z psem, co zobaczył nasz kierowca. Jego reakcja? “Hau, hau kebab!”.
Kanion jest zdecydowanie ciekawy, choć są tam tłumy ludzi i jakiś kretyn puścił przez niego rury. Kilkusetmetrowa wycieczka kończy się małym wodospadem i miejscówką na fotki.
Po godzinnej wizycie w kanionie pojechaliśmy odwiedzić pobliską jaskinię. Zdecydowanie większą od tej w Alanyi - taką na 15 minut spaceru. Oczywiście zwieśniaczoną w środku kolorowymi światełkami. Turcja.
Uspokoiłem swój żołądek czajem i pojechaliśmy na obiad. Znów w to samo miejsce i musieliśmy się kryć przed gościem z papugą. Poznaliśmy przy okazji Pawła, który sporo podróżuje po świecie. Okazało się, że mamy podobne spojrzenie na świat w tym niechęć do pani Aldony, która była z nami na wycieczce. O tyle uzasadnioną, że Pani nie miała problemu z wyrzucaniem śmieci na drogę i nie potrafiła zrozumieć co w tym jest nie tak. “Przecież już tego nie potrzebuję”. Szkoda słów.
Na koniec musieliśmy znów pojechać na poczęstunek, na którym gościnnością próbowano z nas wydobyć kolejne dolary. Na szczęście długo to nie trwało i wróciliśmy przed 17.00 do hotelu. Po drodze byliśmy jeszcze świadkami wypadku samochód vs skuter. Kierowca chciał szybko zjechać ze skrzyżowania, które zablokował wjeżdżając “na żółtym” i przydzwonił w skuterzystę, który jako pierwszy ruszył ze świateł. Dopiero się młyn zrobił.
Sobota
Zatrucie trwa, a to kolejny dzień z wycieczką. Najciekawszą ze wszystkich. Jechaliśmy do Zielonego Kanionu w górach Taurus. Zielony Kanion to sztuczny zbiornik retencyjny utworzony na rzece Manavgat. Słynie z charakterystycznego, szmaragdowego koloru wody, który zawdzięcza rozpuszczonym w niej związkom mineralnym. To trochę dłuższa wyprawa i startowaliśmy o 7 rano, a właściwie o 7.30, bo nasz kierowca się spóźnił. Po drodze zbieraliśmy jeszcze ludzi z innych hoteli i byliśmy przy okazji świadkami ciekawego zdarzenia. Otóż nasz autokar musiał stanąć obok jednego z hoteli w wąskiej uliczce, blokując przejazd. Nagle za nim nadjechała karetka na sygnale. Kierowca wymanewrował autokarem tak, żeby ją przepuścić. Karetka minęła nas, stanęła przed nami, a z niej wysiadła pani w dresie z reklamówką i poszła do pracy. Szczęka opadła mi do poziomu krawężnika.
Wróćmy jednak do kanionu. Wycieczka to tak naprawdę rejs po sztucznym jeziorze utworzonym przez zaporę. Jezioro powstało dzięki zaporze Oymapınar (Oymapınar Dam). Jest to jedna z najwyższych zapór w Turcji (piąta co do wielkości), ma 185 metrów wysokości. Została ukończona w 1984 roku i służy jako elektrownia wodna. Było tam pięknie, a pogoda pomogła. Paula do tego znalazła nam świetne miejscówki na samym dziobie, skąd mogliśmy robić zdjęcia. Przy okazji byliśmy świadkami zaręczyn jakiejś polskiej pary właśnie na naszym statku. Pod sam koniec rejsu można było wykąpać się w jeziorze. Odpuściliśmy sobie tę wątpliwą przyjemność ze względu na temperaturę wody - 18 stopni.
Po rejsie zawieziono nas do kolejnej “restauracji” z niezbyt smacznym jedzeniem. Ale przynajmniej porcje były małe. Do tego dokupiliśmy sobie po radlerze z granata - 7 USD sztuka.
Puentą naszej wycieczki była wizyta w markecie Dikman Tekstil, gdzie sprzedaje się tzw. genuine fakes. Turcja znana jest z tych podróbek, ale z cenami oszaleli. T-shirt 18-25 EUR? Mieli podróbki koszulek Adidasa, które kupuję taniej w oryginalnym sklepie. Rosjan stać, jak widać.
Podróż do hotelu zajęła nam 2,5 godziny. Nasz autokar w trakcie zdążył się jeszcze zepsuć i musieliśmy czekać 10 minut aż ostygnie. Brzmiało jak hamulce, bo układ pneumatyczny dość często upuszczał nadciśnienie. Nasz kierowca był na tyle miły, że zaproponował, a potem pomimo odmowy przyniósł nam kawę i herbatę. Z pewnością nie jest to łatwa praca, szczególnie że na samochodach powinny znajdować się naklejki “patrz w lusterka - **Turcy** są wszędzie”.
Niedziela
Niedziela zapewniła nam całkowicie słoneczny dzień. Mogliśmy wylegiwać się na basenie, pobiegać wzdłuż morza. Wtedy też wykorzystaliśmy nasz ostatni voucher na masaż. Był to dzień, w którym zastanawiałem się jakie jest stopniowanie określeń używanych na szyldach w Turcji. Co jest najlepsze? Luxury, Quality, Deluxe czy Premium?
Poniedziałek
Pobudka o 5 rano, żeby posłuchać zawodzeń muezina. Nie mogłem zasnąć, więc poszedłem pobiegać. Do 12.00 musieliśmy się wymeldować, pomimo iż autokar na lotnisko miał nas zabrać dopiero po 20.00. Wylot mieliśmy mieć o 2.10 we wtorek. Zjedliśmy kolację w stylu meksykańskim i pojechaliśmy do Antalyi. Na lotnisku byliśmy o 23.00 i znów zastaliśmy kolejkę do zdania bagażu na godzinę z hakiem. Usiedliśmy w kawiarni obok. Kupiłem puszkę coli, żeby nie było wstydu, że siedzimy “na sucho”. Zapłaciłem za 330ml coli 30 PLN. Oszaleli z tymi cenami tutaj.
Przez całą drogę na lotnisko towarzyszył nam obleśny, chrząkający na cały autokar typ. Powiedziałem Pauli, że na pewno będziemy obok niego siedzieć w samolocie. Nie pomyliłem się. Wszyscy dostaliśmy pierwszy rząd.
Po zdaniu bagażu okazało się, że pomimo iż mamy 1,5h do planowanego odlotu za pół godziny zamykają bramkę. Okazało się, że nasz samolot jest gotowy przed czasem i udało nam się wystartować dużo wcześniej. W sumie to dobrze, bo szybkie spojrzenie na strefę wolnocłową wybiło mi z głowy zakupy tam. Jameson IPA za 40 EUR? W Polsce kosztuje najwyżej 25 EUR.
Wtorek
W Katowicach kolejne zaskoczenie po lądowaniu. Bagaże wrzucono na dwie oddalone od siebie taśmy i trzeba było skakać między nimi. Sam wyładunek zajął obsłudze 30 minut, więc to co zaoszczędziliśmy na szybkim starcie straciliśmy w “bagażowni”. Szkoda, że Wrocław był akurat w remoncie i nie mogliśmy lecieć tak jak zawsze. Po 3 rano wsiedliśmy w auto i pojechaliśmy do domu. Droga nie była łatwa, a pod koniec bałem się, że zasnę. Na szczęście jeden z samochodów nagle zaczął zjeżdżać na mój pas i adrenalina mi na to nie pozwoliła. O 5 rano przywitaliśmy się w domu z Czesiem i Morfeuszem.
Ciekawostka do zapamiętania: w Turcji banki Ziraat i ING nie pobierają 8% prowizji przy wypłacie z bankomatu.









































.jpg)





































































































