Dziś bez szaleństwa, bo zajmujemy się Kubą osłabionym długą nieobecnością w pracy :). Byliśmy na lunchu niedaleko na czymś co się nazywa "Dim Sum" (w wolnym tłumaczeniu: "śniadanie"). Są to swego rodzaju przeróżne pierożki robione na parze na słodko i na słono. Siada się przy stoliku, a po restauracji jeżdżą kelnerzy z wózkami. Łapie się takiego kelnera, wybiera półmisek, a on wpisuje na kartę naszego stolika co wzięlismy. Z taką kartką idzie się na koniec do kasy i płaci się naprawdę niewiele za sporą ucztę.
niedziela, 8 września 2013
-
Kolejny rok, kolejne żeglarskie wspomnienia! Tegoroczna edycja "Morskiego Domu Kultury" zakończyła się, jak to bywa w żeglarstwie,...
-
W tym roku po raz siódmy zawitałem na Majorce, tym jednak zamieniłem rower na... żonę 😉. Środa Wylot mieliśmy o całkiem znośnej godzinie ...
-
W tym roku NIN jest w trasie, więc szukaliśmy sposobności, żeby ich zobaczyć, jak będą w Europie. Zdecydowaliśmy się na Wiedeń, bo kochamy t...